Pierwszą więzią, jakiej dziecko doświadcza, więzią, która staje się w pewnym sensie „matrycą” dla jego innych relacji w przyszłości, jest relacja z rodzicami. Co dzieje się, kiedy rodzic nie jest w stanie stworzyć bezpiecznej, dającej dziecku oparcie więzi? Lindsay C. Gibson w swojej książce pod tytułem „Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców” przedstawia wiele przykładów takich sytuacji, w których to rodzice właśnie z powodu swojej niedojrzałości nie są w stanie stworzyć dziecku odpowiednich emocjonalnie warunków do prawidłowego rozwoju.

Książka napisana jest z myślą o tych dorosłych, których doświadczeniem było zaniedbanie emocjonalne w dzieciństwie, przez jednego albo oboje rodziców. Dorośli ci borykają się często z wieloletnią zależnością od toksycznych rodziców, czują się osamotnieni, zranieni, nie dostrzegani. Towarzyszy im poczucie odrzucenia; chociaż podejmują bezustannie rozpaczliwe wysiłki na rzecz porozumienia z rodzicami, nie przynoszą one żadnego rezultatu, pogłębiając w nich jedynie poczucie winy. Odczuwają pustkę i brak bliskości emocjonalnej, czyli więzi z kimś, o kim wiedzieliby, że ich rozumie, akceptuje, wspiera, kocha, daje bezpieczeństwo, lojalność, troskę, niezależnie od okoliczności.

Kim jest niedojrzały emocjonalnie rodzic?

Autorka opisuje takie osoby jako charakteryzujące się określonymi cechami:

  • Osoby takie bronią się przed bliskością emocjonalną, lekceważą znaczenie uczuć, nie potrafią udzielać emocjonalnego wsparcia innym. Są często tak skupione na własnej osobie, że nie dostrzegają emocji i przeżyć swoich dzieci, nie są zainteresowane wewnętrznym życiem innych osób.
  • Obawiają się prawdziwych uczuć, nie czują się też komfortowo z własnymi uczuciami. Nie potrafią szczerze rozmawiać o uczuciach oraz nie nawiązują z innymi głębokich więzi emocjonalnych.
  • Nie spełniają potrzeb emocjonalnych swoich dzieci, nie potrafią zaoferować dziecku wsparcia emocjonalnego. Dzieci są często przez nie zaniedbywane, nie zauważane. Często jako rodzice nie są dostępni, gdy dziecko potrzebuje ich uwagi i pomocy.
  • Nie są skłonni do autorefleksji, upierają się przy swoim zdaniu, są nieelastyczni, nie przejmują się prawdą oraz logiką. Są egocentryczni, skupieni na sobie, chcą być w centrum zainteresowania, decydować o kierunku i temacie rozmowy, ale sami nie są ciekawi punktu widzenia innych ludzi.
  • Nie przyznają się do winy i nie przepraszają, ignorują fakty, obwiniają innych i obrażają się, gdy ktoś nie podziela ich opinii. Nie przyjmują krytyki, umniejszają znaczenie własnych błędów, nie starają się naprawiać relacji, uchylają się przed odpowiedzialnością za swoje dawne zachowania.
  • Są niestabilni emocjonalnie, nie potrafią regulować emocji ani radzić sobie ze stresem, często reagują przesadnie, impulsywnie, łatwo wpadają w złość lub płacz. Oczekują, że to inni podejmą się ich uspokojenia, będą spełniać ich życzenia. Ich emocjonalność bywa gwałtowna, ale płytka, zdarza się, że sięgają po leki i/lub środki odurzające.
  • Nie posiadają samoświadomości własnych emocji, są niewrażliwi emocjonalnie, mają upośledzoną zdolność odczuwania empatii. Nie utożsamiają się z uczuciami innych osób, nie potrafią cieszyć się razem z dziećmi, dzielić ich entuzjazmu i radości z jakichkolwiek osiągnięć.
  • Nie myślą perspektywicznie, nie zastanawiają się nad konsekwencjami, łatwo składają obietnice, których później nie dotrzymują. Rządzą nimi doraźne pragnienia, przyjmują rozwiązania najbardziej korzystne w danej chwili.
  • Nie są zainteresowani zmianą!

Niedojrzali emocjonalnie rodzice mogą zupełnie dobrze wywiązywać się z obowiązku zapewnienia swoim dzieciom dóbr materialnych, starać się dostarczyć im wszystko, co możliwe, na ich poziomie finansowym (edukację, ubrania, jedzenie, zajęcia dodatkowe itp.). Mogą opiekować się dziećmi z troską w czasie choroby, dawać wartościowe prezenty, ale nie zaspokajają ich potrzeby bliskości, zaufania, akceptacji, wsparcia. Powoduje to niejednokrotnie dezorientację, bo dorosłe dzieci mają z jednej strony świadomość, że rodzice o nie kiedyś naprawdę dbali, a z drugiej strony pozbawili je tak ważnej w rozwoju dziecka bliskości emocjonalnej i poczucia bezpieczeństwa. Czasem nawet może rodzić to u dorosłego już dziecka pytanie: czy ja za dużo nie oczekuję, przecież dali mi wszystko, co mogli? I pomimo realnego skrzywdzenia brakiem bliskości emocjonalnej, może obwiniać ono o to samego siebie, uwierzyć, że przesadza, jest zbyt wrażliwe, za bardzo wymagające, uporczywie wracając do przeszłości, nie potrafiąc wybaczyć, zapomnieć i żyć dniem dzisiejszym. Takie komunikaty wielu dorosłych słyszy wciąż od swoich rodziców, gdy próbują rozmawiać z nimi o swoich uczuciach: – Nie przesadzaj!

Autorka przyjmuje hipotezę, że niedojrzali emocjonalnie rodzice sami jako dzieci byli ignorowani, pomijani, doświadczali przemocy, więc ich rozwój emocjonalny uległ zahamowaniu. Nie nauczyli się nazywać, wyrażać, rozumieć ani integrować własnych przeżyć emocjonalnych, przejawiają więc często sprzeczne emocje i zachowania, np. raz są dostępni, a raz karcący, ale w nieprzewidywalny również dla nich samych sposób. Wychowywali swoje dzieci podobnie jak sami byli wychowywani, często według założenia, że dzieci powinno być widać, a nie słychać („dzieci i ryby głosu nie mają”). Albo że „dzieci należy trzymać krótko”, bo tylko to im będzie służyć w przyszłości. Sami – pomijani w dzieciństwie przez dorosłych, karani lub zawstydzani za spontaniczne okazywanie uczuć –  wykształcili mechanizmy obronne, chroniące ich przed kontaktem z głębokimi uczuciami. Ich reakcją na bliskość emocjonalną jest lęk i ucieczka. Ich dzieci, widząc tę emocjonalną niewrażliwość, często mają nadzieję, że gdzieś pod tym zewnętrznym chłodem i obojętnością jest schowane prawdziwe, dobre „ja” ich rodzica, do którego ciągle próbują dotrzeć, tym mocniej, jeśli rodzic od czasu do czasu okazywał im uwagę czy troskę. Żyją nadzieją, że ich rodzice w końcu kiedyś się zmienią, zauważą ich, zaakceptują, pokochają. Autorka proponuje – zamiast tego niekończącego się oczekiwania i wystawiania się na kolejne zranienia  – samodzielną podróż do zrozumienia, spokoju i wolności od złudzeń. Zachęca na przykład do odrzucenia nierealistycznego przekonania, że „ jeśli tylko będziemy wystarczająco długo próbować, w końcu uda nam się sprawić, że inni ludzie się zmienią” (s.113).

Niedojrzali emocjonalnie rodzice nie stanowią jednorodnej grupy, mogą reprezentować różne typy niewrażliwości emocjonalnej, łączy ich zaś to, że wszyscy przejawiają podstawową niedojrzałość emocjonalną, egocentryzm, ograniczoną zdolność nawiązywania prawdziwej bliskości emocjonalnej, narcyzm, nadmierne skupienie na sobie, niestabilność emocjonalną i brak wrażliwości.

Lindsay C. Gibson opisuje cztery typy niedojrzałych emocjonalnie rodziców.

Rodzice emocjonalni -> rządzą nimi uczucia, są bardzo niestabilni i nieprzewidywalni; albo nadmiernie się angażują, albo nagle wycofują. Nawet drobne niepowodzenia odbierane są przez nich jak kataklizmy, oczekują od innych wybawienia od lęku i stałej pomocy, gdy tego nie otrzymują, oskarżają o porzucenie. Łatwo wciągają dzieci we własne kryzysy emocjonalne, domagając się dla siebie szczególnej uwagi. Skupieni są na własnych potrzebach, nie szanują granic, postrzegają samych siebie jako ofiary. Ich dzieci uczą się przewidywać burzliwie zmieniające się nastroje rodziców i w dorosłym życiu mogą przykładać zbyt dużą uwagę do uczuć i humoru innych ludzi i czuć się za nie odpowiedzialne.

Rodzice zdeterminowani -> skupiają się głównie na osiąganiu własnych celów. Cele są dla nich ważniejsze od uczuć, są bardzo zajęci, ale próbują kierować życiem dzieci, stale je kontrolować, wtrącać się w ich sprawy, mocno ingerują w życie nawet dorosłego już potomstwa. Myślą że najlepiej wiedzą, co jest dobre dla innych, lubią wszystkim rządzić. Ich dzieci czują się nieustannie oceniane i krytykowane, zawsze mają poczucie, że robią za mało, nie to, nie tak.

Rodzice bierni -> mają liberalne podejście, oddają chętnie inicjatywę dominującemu partnerowi, przyzwalając nawet na przemoc i zaniedbywanie, byle móc uniknąć zajmowania się jakimikolwiek nieprzyjemnymi sprawami. Nie złoszczą się na dzieci, potrafią być życzliwi i zabawni, ale nie potrafią ich chronić ani udzielać wsparcia. Myśląc głównie o sobie, w kryzysowych sytuacjach zostawiają dzieci samym sobie, potrafią też porzucić rodzinę i dziecko, bo trafia im się szansa na lepszy związek. Ich dzieci wierzą, że bierny rodzic faktycznie jest bezsilny, więc nie spodziewają się, że ktoś kiedyś może stanąć w ich obronie, uczą się też akceptować porzucenie. Również w dorosłym życiu znajdują usprawiedliwienia dla osób, które je zostawiły.

Rodzice odtrącający -> nie interesują ich potrzeby innych osób, nie życzą sobie, aby dzieci im przeszkadzały, nie chcą spędzać z nimi czasu. Na próby bliższego kontaktu ze strony dzieci reagują agresją, otaczają się murem. Porozumiewają się wydając rozkazy, wybuchając gniewem lub izolując się od życia rodziny. Zainteresowani są tylko własnymi sprawami, dyrygują innymi, życie rodzinne ma kręcić się wokół ich życzeń. Ich dzieci uczą się być niewidoczne, nie potrafią prosić o pomoc, „przepraszają, że żyją”.

Niektórzy rodzice posiadają cechy należące do różnych typów, ale wszyscy nie potrafią szczerze interesować się potrzebami dziecka, dając mu poczucie, że jest widziane, ważne i może zawsze liczyć na wsparcie. A gdy dzieci nie czują się zauważane, nie są otaczane czułością i uwagą, radzą sobie z tą trudną sytuacją zaczynając snuć kojące fantazje, że kiedyś wszystko się zmieni, a ich pomijane potrzeby emocjonalne zostaną zaspokojone w przyszłości. Mogą też czuć, że takie, jakie są, nie wzbudzają zainteresowania i aprobaty rodzica i zbudować sobie pozorną tożsamość, stać się kimś innym, bardziej wartościowym, bo wierzą, że jak będą inne (bardziej posłuszne, atrakcyjne, sławne, bogate itp.), to zasłużą na uwagę  i miłość. Jak pisze Gibson „..wiele osób właśnie tak przetrwało nieszczęśliwe dzieciństwo. Przepełnione nadzieją marzenia o tym, że pewnego dnia będą kochane i ktoś obdarzy je uwagą, dodają im sił i pozwalają się nie poddawać” (Gibson, L.C., 2018, s. 113).

Reakcje dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców

Dzieci mogą radzić sobie z brakiem bliskości na dwa sposoby.

Internalizują swoje problemy, czyli uznają, że to na nich spoczywa obowiązek zmiany sytuacji i jeśli tylko bardziej się postarają, to na pewno im się uda. Takie osoby są autorefleksyjne, chcą zrozumieć zależności przyczynowo-skutkowe, samoobwiniają się, nie proszą o pomoc i udają, że jej nie potrzebują, nawet, gdy rozpada im się świat. Starają się uczyć na własnych błędach i niezmordowanie walczą o poprawę relacji.

Eksternalizują swoje problemy, czyli oczekują, że to inni zrobią coś za nich. Osoby takie są impulsywne, niestabilne emocjonalnie, obwiniają innych ludzi i okoliczności. Nie wyciągają wniosków z własnych błędów i wierzą, że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko inni ludzie im pomogą. Często są roszczeniowi i szukają źródła poprawy samopoczucia na zewnątrz.

I jedni i drudzy są nieszczęśliwi. Gibson opisuje dokładnie jedną i drugą postawę, internalizatorom poświęcając nawet cały rozdział, by w drugiej części książki przejść do opisu zmian, jakie zachodzą, gdy ludzie zaczynają uświadamiać sobie swoje niezaspokojone potrzeby. Często wtedy też decydują się szukać pomocy. To czas rezygnacji z pozornej tożsamości i poszukiwania swojego prawdziwego „ja”. Czas uświadamiania sobie swoich uczuć, w tym złości, lęku, poczucia winy, wstydu, bezradności, ale też własnych zalet i możliwości. Czas konfrontowania się z prawdopodobnie niemożliwymi do spełnienia fantazjami o cudownej przemianie rodziców. Pojawia się wtedy przestrzeń na mierzenie się z ranami z czasów dzieciństwa, z idealizowaniem innych, ze swoimi oczekiwaniami, potrzebami i nowymi wartościami. Droga wewnętrznej przemiany najczęściej nie jest ani łatwa ani krótka. Niektórzy wolą ją przejść samotnie, a inni – mając wsparcie w profesjonalnej pomocy, jaką jest terapia. Jedno wiadomo na pewno  – warto podjąć próbę zmiany swojego życia na lepsze.

Bibliografia:

Gibson, L., C. (2018) Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Autor tekstu:

 

 

Anna Bogdańska

Psycholog, psychoterapeuta

Psycholog, psychoterapeuta. Absolwentka Wydziału Profilaktyki, Resocjalizacji i Problemów Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego i Psychologii na SWPS w Warszawie (spec. psychologia kliniczna i zdrowia). Szkoli się w Polskim Instytucie Ericksonowskim, Polskim Towarzystwie Psychoterapii Psychoanalitycznej i Instytucie Studiów Psychoanalitycznych im. Hanny Segal. Ukończyła …